Blog > Komentarze do wpisu
Przygoda z MAZURKIEM
Chciałabym przedstawić Wam moją przygodę, która mam nadzieję, że znajdzie kiedyś kontynuację. Oto początki „Mazurka”. Wpis pochodzi z października 2007. Od pewnego czasu kiełkował w mojej głowie pewien pomysł. Początkowo była to tylko myśl, wymagała ona sprecyzowania i przemyślenia bo nie miałam doświadczenia w tego typu przedsięwzięciach. Napisałam krótką notatkę i wysłałam do paru osób i organizacji...

"Moją pasją jest przyroda a w szczególności ptaki. Obserwuję, jeżdżę i fotografuję ten wspaniały świat, który dla osób niewidomych jest z pozoru nieosiągalny gdyż obserwowanie ptaków wiąże się ściśle ze zmysłem wzroku. Jednak nie do końca jest to hobby zarezerwowane tylko dla osób zdrowych. Ptaki pięknie śpiewają i nierzadko zanim je zobaczymy, słyszymy ich głos. Jest to dla wielu osób wspaniałe doświadczenie, różnorodność głosów jest ogromna i w wielu przypadkach właśnie po głosie rozpoznajemy z jakim gatunkiem mamy do czynienia. Istnieje też kilka rodzajów głosów, np. głos alarmowy; gdy zbliża się drapieżnik, śpiew godowy samca, odgłos żebrania piskląt o pokarm itd. Dźwięki te wiele mówią nam o tym co się dzieje. Zmierzam teraz do meritum, do opracowania programu lekcji, prelekcji, wycieczki (może cyklu) dla osób niewidomych, podczas której dowiadywaliby się o tym wspaniałym sposobie spędzania wolnego czasu. Można by było zorganizować wycieczkę, np. do Lasu Bielańskiego połączoną z pogadanką o świecie ptaków, o ich głosach, o rodzajach piór (mogłabym udostępnić eksponaty). Na jesieni i w zimie ptaki można obserwować np. w Łazienkach Królewskich gdzie z chęcią usiądą na ręce gdy podamy im smakołyki. Głosów można się uczyć z magnetofonu i potem spacerując po ścieżkach w lesie czy siedząc na polance rozpoznawać jacy przedstawiciele ptasiej fauny są w pobliżu. Nie trzeba widzieć aby obserwować ptaki!
(…)
Program mógłby też dotyczyć osób niepełnosprawnych ruchowo. Wyobrażam sobie dla osób na wózkach wycieczkę do Łazienek i sikorki siadające na ich rękach. Wiewiórki wskakujące na kolana po smakołyk.
Nad wszelkimi zbiornikami wodnymi gromadzi się wiele ciekawego ptactwa. Można je obserwować z brzegu przez lunetę i nie trzeba nigdzie chodzić...”

Pomysłowi nadałam roboczy tytuł „Mazurek”.


Odzew nie był wielki ale za to bardzo owocny. Poznałam Tadeusza Maryniowskiego, bez którego pomocy, spotkania nie odbyłyby się. Pomógł mi bardzo, zorganizował wolontariuszy, opiekunów oraz dzielnie uczestniczył w „Mazurku” i służył radą, jak najlepiej dostosować spotkania do potrzeb niepełnosprawnych.


13 października 2007
Pierwsze spotkanie „Mazurka”. Notatka napisana po spotkaniu.


„Pierwsze spotkanie MAZURKA za nami! Odbyło się ono w specjalnej sali w ptaszarni Warszawskiego Ogrodu Zoologicznego. Wszyscy uczestnicy mieli okazję posłuchać o tym czym właściwie jest obserwowanie ptaków, jak należy się do niego przygotować i ile radości może dać to wspaniałe hobby. Zaprezentowaliśmy kilka pospolitych gatunków i różne rodzaje piór oraz ptasich gniazd. Podyskutowaliśmy o przyszłości MAZURKA i doszliśmy do wniosku, że pierwszy zjazd nie był ostatnim. Mamy już przygotowane scenariusze i pomysły na następne spotkania. Wszystkiemu przyglądał się najłagodniejszy wąż świata, Pafnucy z którym mimo początkowych obaw zaprzyjaźnili się wszyscy uczestnicy spotkania. Po zakończeniu pogadanki wybraliśmy się na spacer po ptaszarni gdzie w wolierach mieszkają ptaki z całego świata. Kolorowe papugi, tukany, największe gołębie świata – korońce oraz jego kuzyni - gołąbki diamentowe, które z kolei są najmniejszymi przedstawicielami swojej rodziny! Następnie weszliśmy do wielkiej hali, w której panuje tropikalny klimat i rośnie gęsta roślinność. Ptaki latały nad naszymi głowami, skakały po gałęziach i chodziły dookoła nas po ziemi! Odwiedziliśmy też kakadu białoczubą - Nikosa, który mieszka wraz ze swoją koleżanką w wolierze na zewnątrz ptaszarni. Nikos jest bardzo ciekawskim stworzeniem i jak tylko podeszliśmy do woliery zaraz przyleciał do nas i zaczął zagadywać. Najpierw się przedstawił a potem zagajał rozmowę wołając „halo”? Ciężko było się z nim rozstawać ale na pewno jeszcze do niego wrócimy podczas następnych spotkań MAZURKA.”


3 listopada 2007
 „Mazurek” w Łazienkach.


„Mimo chłodnego, jesiennego dnia spotkanie odbyło się i udało nam się zaobserwować kilka gatunków ptaków. Zaopatrzeni w chleb, orzechy włoskie i nasiona słonecznika udaliśmy się na podbój Łazienek Królewskich. Wrony siwe i gawrony jak tylko zobaczyły, że mamy orzechy, nie odstępowały nas na krok. Nakarmiliśmy krzyżówki, łabędzia niemego, mewy śmieszki i oczywiście mandarynki! Z początku nieśmiałe wiewiórki, pod koniec spaceru wiedziały już do kogo się zwrócić po przysmaki. Sikorki bogatki i modraszki ustawiały się w kolejce aby wziąć od nas słonecznik. Amatorami słonecznika okazały się również dostojne pawie!”

01 grudnia 2007
MAZUREK egzotyczny.


„Spotkanie odbyło się w znanej już nam Sali w Warszawskim Zoo. Jako, że zima za pasem rozgrzaliśmy się trochę tropikalnymi klimatami.  Gościem specjalnym spotkania była Hanna Hybicka ze swoimi podopiecznymi, trzema wspaniałymi i kolorowymi papugami. Każda z papug została nam przedstawiona i Pani Hania opowiedziała o zwyczajach swoich pupili.  Amazonka niebieskoczelna Kuba, przedstawił nam się sam i zagadywał do nas „halo”, i „chodź”. Łagodna nimfa pozwoliła się każdemu pogłaskać i pod koniec nie schodziła już z palca niewidomej Anety.

Bardzo dziękujemy za odwiedziny Pani Haniu!”


Teraz widujemy się w mniej formalnej grupie ale kto wie czy kiedyś znów nie wystartujemy?

Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc w organizacji spotkań! W szczególności Tadeuszowi Maryniowskiemu i wszystkim wolontariuszom. Dziękuję!


środa, 04 lutego 2009, kasia_goworek

Polecane wpisy

  • Czas na zabawę w trzech wymiarach

    Dawno temu plastelina, później modelina a dziś glinka ceramiczna. Zawsze lubiłam dłubać. Zwykle robiłam miniaturki zwierzątek od biedronek po słonie. Jako, że m

  • Urodził się w zimie więc... zimorodek!

    Kolejna praca została zasugerowana długo oczekiwanym wydarzeniem w życiu moich przyjaciół. Poznaliśmy się zupełnie przez przypadek na wycieczce w Bieszczadach.

  • 4 kwietnia 07 - Obóz sowiarski

    Nic tego nie zapowiadało ale dwa tygodnie temu, dzięki namowie kolegi, wybrałam się w Pieniny poszukać nocnych prześladowców wszelkich gryzoni i ptaków. Obozy

Komentarze
2009/02/12 07:33:44
Nie znajduję słów podziwu! Co za wspaniały pomysł Kasiu i realizacja. Tylko tacy cudowni ludzie jak Ty i Ci, którzy podjęli temat, kochający i czujący przyrodę, mogli zorganizować coś tak fantastycznego. Życzę wszystkiego najlepszego i dalszych budujących wiarę w człowieka przesympatycznych spotkań :-)))