Blog > Komentarze do wpisu
25 listopada 06 - sowa jarzębata
Godzina 3:20 - Moja głowa.... Mogłam sobie wymyślić inne hobby... np. motyle dzienne! Nie trzeba by było tak wcześnie wstawać! Cel: sowa jarzębata (Surnia ulula), która siedzi nad Biebrzą już od dłuższego czasu.

 

 Bagna Biebrzańskie to moja ukochana kraina, więc jak tylko jest okazja do odwiedzenia tego miejsca to nie zwlekam z decyzją. Niestety teraz miałam tylko jeden dzień wolny. Pojechałam z grupą znajomych z nadzieją na zobaczenie tego rzadkiego gościa z północy. Zatrzymaliśmy się na Bagnie Ławki gdzie niedawno obserwowano Surnię. Spotkaliśmy tam innych ptasiarzy i dowiedzieliśmy się, że ONA zwykle pojawia się po południu. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc odwiedziliśmy kilka miejsc wzdłuż Carskiej Drogi.


Barwik. Fot. K. Goworek

Na ambonie w Barwiku zrobiliśmy dłuższy przystanek. Wspaniały widok jaki się stamtąd roztacza dostarczył nam wielu wrażeń. Z daleka widać było, że nad Biebrzą siedzą łabędzie, kaczki i jakieś gęsi. Niestety za daleko na rozpoznanie. Swoim przybyciem bieliki wprowadziły niemały zamęt wśród zgromadzonego ptactwa a myszołowy włochate i błotniaki zbożowe dały się dość długo obserwować w lunecie. Co za piękne ptaki! Ale czas było już wracać na Bagno Ławki.


Bagno Ławki. Fot. K. Goworek
 
Gdy przyjechaliśmy czekała tam już całkiem spora grupka ptasiarzy z różnych miejsc w Polsce. Zbliżała się godzina „zero” czyli 15:30. A sowy nadal nie było. Ciemno zaczęło się robić więc pogodziłam się z tym, że raczej jej nie zobaczę. Ale w końcu tak jak z miłością tak i z ptakami, chodzi o to żeby gonić króliczka a nie go złapać. Kolega Pióro pożegnał się już z nami i powiedział, że 500m na półudnie siedzą w krzakach uszatki. Czemu nie. Lepsza jakaś sowa od żadnej. Nie przeszliśmy nawet kilku metrów jak Michał krzyknął - Tam coś siedzi! I wskazał na kulkę przycupniętą na odległym paśmie drzew. Przez lornetkę owa kulka zwracała uwagę nietypową posturą z masywną głową i ogonkiem trzymanym prawie poziomo. Kilka razy zmieniała drzewka przyprawiając tym ptasiarzy o palpitacje serca, gdyż nie sposób było ją namierzyć lunetą. W końcu się udało! Obserwacja potwierdzona! Moja pierwsza w życiu sowa jarzębata. Co ciekawe zaobserwowałam jak zawisa w powietrzu niczym pustułka! Chwilę potem zapadła w trzciny i już jej więcej nie widziałam. Zapadł zmrok i szczęśliwi mogliśmy udać się w drogę powrotną.


 
W wyprawie brali udział: Agnieszka, Michał, Roman i Ja
Dziękuję za miłe towarzystwo!



 
czwartek, 01 stycznia 2009, kasia_goworek

Polecane wpisy

  • Czas na zabawę w trzech wymiarach

    Dawno temu plastelina, później modelina a dziś glinka ceramiczna. Zawsze lubiłam dłubać. Zwykle robiłam miniaturki zwierzątek od biedronek po słonie. Jako, że m

  • Urodził się w zimie więc... zimorodek!

    Kolejna praca została zasugerowana długo oczekiwanym wydarzeniem w życiu moich przyjaciół. Poznaliśmy się zupełnie przez przypadek na wycieczce w Bieszczadach.

  • Koszulka z Płomykówką

    Od dawna chciałam jakoś jeszcze wykorzystać połączenie mojej pasji przyrodniczej z zawodem plastyka. I tak zrodził się pomysł projektowania koszulek z wizerunka