Blog > Komentarze do wpisu
11 listopada 06 - Egipt
Nie wiem od czego zacząć. Najlepiej było by od początku ale najbardziej pamiętam koniec. Szok jakiego doznałam gdy wysiadłam z samolotu w Polsce. Zimno!!! Na szczęście ratują wspomnienia i zdjęcia z gorącego Egiptu. Wprawdzie tam zaczęła się już zima i co delikatniejsi Egipcjanie założyli kurtki podszyte kożuszkiem to ja czułam się jak rybka w wodzie. Dla mnie zima, taka prawdziwa, mogłaby trwać miesiąc. Śnieg, bałwanki, sanki, narty – istne białe szaleństwo. Wyszaleć się. Nasz egipski przewodnik nigdy nie widział śniegu i wcale mu nie współczuję.
 

 Wylądowałam w Hurghadzie i następnego dnia zabrałam się z konwojem do Luksoru, z którego zaczynał się rejs po Nilu. Cztery godziny jazdy minęły szybko i zaraz zaokrętowałam się w przytulnym pokoiku na statku Rosetta. Mała uwaga co do pokoi. Ja nie miałam absolutnie na co narzekać ale pokoje na najniższym pokładzie z lekka woniły stęchlizną, co wrażliwsze nosy mogłoby mocno irytować. Tak więc w razie czego, wiecie których pokoi nie brać. Pomysłowość panów sprzątających i układających ręczniczki nie zna granic. Małpki, krokodylki, łabądki uformowane z ręczników i piżamka ułożona w idealną kosteczkę. Aż chce się wracać po kolacji do swojego pokoju. Jedzenie pyszne. Gdyby nie obawa przed Zemstą Faraona* to jadłabym za trzech.
Po drodze zdążyłam zauważyć ciekawe zjawisko w postaci licznika na światłach drogowych. Odliczał czas do zmiany światła z zielonego na czerwone i w drugą stronę. Zadziwiająca pomysłowość. Nie mam tylko pojęcia po co to, skoro i tak nikt nie przestrzega ograniczeń i jazda na czerwonym jest powszechnym zjawiskiem. Żeby tego było mało to nasz kierowca jeździł czasami pod prąd. No bo po co inaczej skoro tak będzie szybciej?


 
Wróćmy jednak na statek. Czekało mnie parę dni rejsu do Asuanu. W międzyczasie zwiedziłam kilka wspaniałych miejsc i budowli takich jak Karnak, Dolina Królów i Świątynia Hatszepsut, Edfu, Kom Ombo oraz kolosy Memnona. Właśnie... kolosy. Tam ludzie zaczęli orientować się, że ze mną coś nie tak, bo jako jedyna stałam tyłem do monumentalnych postaci i uparcie fotografowałam nie to co po co tam przyjechaliśmy. Obiektem mojej fascynacji była piękna czajka szponiasta. Śledziłam ją przez jakiś czas i zupełnie nie zwracała na mnie uwagi. Dopiero gdy znalazłam się 3-4m od niej, zaczęła dygać i biegać. Zaraz potem przyleciał drugi ptak i zaczęły latać w kółko kwiląc głośno. Na drutach wysokiego napięcia zauważyłam inna ciekawostkę. Charakterystyczny smukły kształt żołny, tylko bardzo malutkiej z niebieskim gardłem. Żołna wschodnia! Ależ maleństwo. Niestety już od dłuższego czasu wołali mnie do autobusu i musiałam się obejść bez zrobienia zdjęcia temu ślicznemu ptaszkowi.
 
* Jedna z pierwszych spraw które poruszył przewodnik na spotkaniu informacyjnym. Zatrucie pokarmowe. Jest kilka sposobów na uniknięcie problemów. Setka wódki przed posiłkiem, Coca cola, Antinal (gdy już się przydarzy Zemsta) lub nie jeść nic.

W Edfu moją uwagę odciągały dudki, dymówki z podgatunku H.r. savignii z intensywnie rudym brzuchem oraz jaskółki blade. Piękna świątynia i mnóstwo przedstawień ptaków na ścianach. Trzeba tylko dobrze poszukać!


 
Pod koniec rejsu, każdy dostał ankietę do wypełnienia. Co się podobało a co nie. Ciężko było się na cokolwiek zdecydować. W końcu zobaczyłam te niesamowite świadectwa świetności starożytnej kultury na własne oczy. Szczególnie w mojej pamięci zaistniało Abu Simbel i wycieczka do wioski nubijskiej z kąpielą w Nilu. Ktoś ponoć odpowiedział, że najmniej ciekawym punktem wycieczki było Abu Simbel. No cóż... Ja wybrałam tamę Asuańską ale najchętniej nie wpisywałabym nic. W Abu Simbel doznałam miłego zaskoczenia. Nigdy nie widziałam otoczenia tych świątyń. Zupełnie inaczej sobie je wyobrażałam. Na zdjęciach w podręcznikach zwykle są szczegóły budowli. Nie ma natomiast otoczenia tak ważnego w odbiorze całej budowli. Wprawdzie wzgórze w którym tkwią świątynie jest sztucznie utworzone (przyjrzyjcie się regularności kamieni z których zostało zbudowane) ale robi to zupełnie odmienne wrażenie. Tyle przestrzeni! Kolejny raz za głowę łapię się gdy zdaję sobie sprawę, że to wszystko było w innym miejscu! Ile pracy włożono w przeniesienie tego wspaniałego zabytku aby następne pokolenia mogły go oglądać. Świątynie pierwotnie stały w miejscu które teraz znalazło się pod wodą! Ciekawostka z Abu Simbel, przespacerowałam się drogą na prawo od świątyni Nefertari i w zatoczce spotkałam prawdziwego smoka! Dwumetrowy waran nilowy wygrzewał swoje cielsko na kamieniach nad wodą. Co za widok!
 
Przysłowie egipskie mówi, że jak napijesz się wody z Nilu to na pewno do niego powrócisz.... Jeśli się nie rozchoruję to wrócę z wielką chęcią! Wzięłam naprawdę dużego łyka! Kąpiel w Nilu to niezapomniane przeżycie. Wspaniałe krajobrazy! W miejscu w którym pływałam nie dosięgałam gruntu już 2 metry od brzegu a w najgłębszych miejscach Nil ma 7m głębokości! Wcześniej byłam w wiosce nubijskiej gdzie zrobiłam sobie tatuaż z henny (całkowicie zmył się dopiero po tygodniu, ale trzeba pamiętać, że ostatni tydzień prawie codziennie pływałam). Do wioski warto zabrać ze sobą słodycze, kolorowe długopisy czy kredki dla tamtejszych dzieci. Ciężko przejść obojętnie obok tych ślicznych, czarnookich istotek.






Kirownica przed Babą!
 
Po powrocie do Hurghady został jeden dzień przed rozpoczęciem kursu nurkowego. Badawya – jest to jednodniowe safari pustynne. Ganię siebie za tę odrobinę wahania, pojechać czy nie? Wyszalałam się na quadach, pędząc przez pustynie. Wprawdzie nie można było jeździć za szybko ale pod pozorem rozwiązania się szalika, zatrzymywałam się, czekałam aż grupa mnie minie... a potem to już hulaj dusza. 40minut jazdy w zupełności mnie nasyciło wrażeniami. Potem powolny spacerek na grzbiecie wielbłąda i chwila na gokartach przypominających polski wynalazek zwany Szajowozami. Wieczorny rozkład zajęć kolacja w oazie, szisza, taniec brzucha, fakirzy, zaklinaczka węży i taniec derwisza. Bardzo udany dzień. W internecie ostrzegają, że taki wypad jest wyrokiem śmierci dla kamer i aparatów. Oczywiście, kurz i piach nie idą w parze ze sprzętem elektronicznym i delikatną optyką. Ale nie zostawiajmy sprzętu w domu! Będą okazje do robienia naprawdę ciekawych zdjęć np. w wiosce beduińskiej gdzie krajobraz i przestrzeń zapierają dech w piersi. Aparat bierzemy! Ale pakujemy go w pokrowiec, foliową torbę i do plecaka. Można zamówić w biurze sesję zdjęciową (gdy pędzisz na quadzie z rozwianymi włosami, jeśli takowe masz) ale nie zastąpi to własnego aparatu. Marzy mi się dłuższa wyprawa jeepami czy quadami z nocowaniem na pustyni. Ostatnio moje życzenia i marzenia się spełniają gdy o nich mówię więc może i w tym przypadku tak będzie ;)


 
Ostatni tydzień zajęło mi realizowanie jednego z wyśnionych marzeń o nurkowaniu. W końcu, mogłam poczuć cudowny ciężar butli na plecach ;) Chlup. Znajdujesz się nagle w tak obcym dla Ciebie środowisku i... oddychasz. Pierwszy oddech pod wodą to coś nie do opisania. To trzeba przeżyć. Z pierwszego dnia nie pamiętam ani momentu skoku do wody ani tego gdzie pływaliśmy. Pamiętam, że było fajnie ;) Potem przyszedł czas na lekcje i nauczyłam się, że nie da się oddychać z aparatu trzymanego do góry nogami. Innym razem ćwiczenie zdejmowania i zakładania pasa balastowego pod wodą zakończyłam w pozycji spławika, rękoma trzymając się za leżący na dnie pas balastowy a nogami przebierając w górze. Na szczęście, jak widzicie, cało wyszłam z tej ekwilibrystyki gdyż nad moim bezpieczeństwem czuwali instruktorzy. Udało mi się nawet zdać egzamin co bardzo mnie cieszy gdyż mam nadzieję powtórzyć podwodną przygodę w przyszłości. Świat podwodnych stworzeń jest równie fascynujący jak ptasi. Mnogość gatunków, kolorów i form – niewyobrażalna. Wspaniałym prezentem było dla mnie to, że pod wodą spotkałam delfiny butlonose. Pływały w odległości wyciągniętej ręki! Dźwięki które wydawały czułam nie tylko w uszach ale że tak powiem, całym ciałem. Te dźwięki po prostu czuć!



 
Szkoda, że to już za mną. Ale co stoi na przeszkodzie aby to kiedyś powtórzyć? ;)
 

 
Serdeczne podziękowania dla wszystkich a w szczególności dla:
 
Karoliny
Agnieszki
Krzysia
Renatki i Łukasza
Ani (i jej męża)
Grażynki (i jej męża)
Aszrafa za pachnący jaśmin
dla całej załogi Rosetty
i naszych wspaniałych przewodników Magdy i Mohameda
 
oraz dla
 
Jarka
Artura
Maćka

całej załogi V.I.P. Diving Center a w szczególności:
 
Kamili
Krzysia
i Wojtka + 
 
 
Buziaki i podziękowania dla Taty Witka
 


czwartek, 01 stycznia 2009, kasia_goworek

Polecane wpisy

  • Czas na zabawę w trzech wymiarach

    Dawno temu plastelina, później modelina a dziś glinka ceramiczna. Zawsze lubiłam dłubać. Zwykle robiłam miniaturki zwierzątek od biedronek po słonie. Jako, że m

  • Urodził się w zimie więc... zimorodek!

    Kolejna praca została zasugerowana długo oczekiwanym wydarzeniem w życiu moich przyjaciół. Poznaliśmy się zupełnie przez przypadek na wycieczce w Bieszczadach.

  • Koszulka z Płomykówką

    Od dawna chciałam jakoś jeszcze wykorzystać połączenie mojej pasji przyrodniczej z zawodem plastyka. I tak zrodził się pomysł projektowania koszulek z wizerunka